dziecimłodzieżnauczyciele
home    PGLPGL Lasy
Państwowe
 blog leśniczego        skrzydlate myśli        blog edukatora    
Kanał RSS
Kanał RSS
Archiwum
sierpień 2007 (6)
wrzesień 2007 (10)
październik 2007 (8)
listopad 2007 (10)
grudzień 2007 (10)
styczeń 2008 (10)
luty 2008 (8)
marzec 2008 (8)
kwiecień 2008 (9)
maj 2008 (10)
czerwiec 2008 (8)
lipiec 2008 (8)
sierpień 2008 (8)
wrzesień 2008 (8)
październik 2008 (8)
listopad 2008 (8)
grudzień 2008 (8)
styczeń 2009 (8)
luty 2009 (7)
marzec 2009 (8)
kwiecień 2009 (8)
maj 2009 (8)
czerwiec 2009 (7)
lipiec 2009 (7)
sierpień 2009 (8)
wrzesień 2009 (8)
październik 2009 (8)
listopad 2009 (7)
grudzień 2009 (8)
styczeń 2010 (7)
luty 2010 (6)
marzec 2010 (8)
kwiecień 2010 (7)
maj 2010 (8)
czerwiec 2010 (7)
lipiec 2010 (7)
sierpień 2010 (7)
wrzesień 2010 (6)
październik 2010 (7)
listopad 2010 (8)
grudzień 2010 (6)
styczeń 2011 (6)
luty 2011 (10)
marzec 2011 (10)
kwiecień 2011 (9)
maj 2011 (9)
czerwiec 2011 (8)
lipiec 2011 (9)
sierpień 2011 (7)
wrzesień 2011 (8)
październik 2011 (9)
listopad 2011 (7)
grudzień 2011 (9)
styczeń 2012 (9)
luty 2012 (8)
marzec 2012 (8)
kwiecień 2012 (9)
maj 2012 (5)
Kategorie
Zasady (27)
Leśnictwo (100)
Drzewa (38)
Zwierzęta (109)
Leśniczówka (157)
Technika (22)
Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło 
Nie masz konta ? Zarejestruj sie
Blog LeśniczegoJarek

Nie zapomnij o niezapominajce
2012-05-15

Dziś Dzień Polskiej Niezapominajki – święto przyrody obchodzone corocznie w maju. Akcję zapoczątkował 15 maja 2002 roku niezapomniany redaktor radiowej Jedynki, Andrzej Zalewski, prowadzący "Ekoradio". Wymyślił je trochę na przekór Walentynkom, nadając skromnej niezapominajce rolę symbolu naszej wspaniałej, ojczystej przyrody. Patrząc na niezapominajkę, zwaną też niezabudką, nie zapomnijmy kochać naszej przyrody… Niezapominajki rosną w lesie:

Całe łany błękitnych kwiatuszków rosną przed moją leśniczówką:

Kiedyś w Polsce  była kultywowana i bardzo popularna piękna tradycja. Nie zapominajmy o niej! Osoby, które kochamy i szanujemy, o których chcemy pamiętać, warto obdarować niezapominajkami. Nie tylko 15 maja... Te skromne ale urocze kwiatki symbolizują pamięć, szacunek i tęsknotę. Jest to sympatyczne święto, mające na celu promowanie Natury i zachowanie jej walorów, stałe przypominanie o konieczności ochrony środowiska i zachowania różnorodności biologicznej Polski. Nieapominajki są cudownie niebieściutkie, niektórzy z nas mają takie oczy. Ja także, dlatego tak lubię niezapominajki. Dawniej chłopiec wzdychał do dziewczyny i mówił z zachwytem, że ma oczy jak niezabudki. Dziś siedzi obok na ławce, popija piwo i mówi, że jest zarypistą laską... Pewnie nawet nie wie co to są niezapominajki.

 Święto, oprócz promocji tego delikatnego kwiatka, ma również na celu zachowanie od zapomnienia ważnych chwil w życiu każdego z nas, ważnych osób, miejsc, sytuacji, nawet wspomnień. Jakie to potrzebne w naszym zagonionym świecie… Skromna, zwyczajna niezapominajka niech symbolizuje prostotę i naturalność w czasach sztuczności oraz otaczającego nas, niestety, zakłamania.

 Do tej sympatycznej akcji włączali się coraz to liczniejsi zwolennicy pomysłu Redaktora Andrzeja: leśnicy, przyrodnicy, pszczelarze, szkółkarze, i inne środowiska, np. Państwowy Instytut Geologiczny. Chętnie włączają się w to święto przedszkola i szkoły oraz wiele czasopism. Co roku stolicą polskiej niezapominajki staje się Jedlnia-Letnisko. Jest tam domek- o nazwie " Niezapominajka":

Jest także przed tym domkiem typowo leśny, trwały i krzepki jak to dąb symbol pamięci o pomysłodawcy święta Polskiej Niezapominajki:

 W niedzielę 20 maja właśnie tam, w Leśnym Ośrodku Edukacyjnym odbędzie się kolejna edycja Święta Polskiej Niezapominajki. Organizatorzy jak zwykle przygotowali mnóstwo atrakcji. Nie zapomnieli też o jej inicjatorze – Andrzeju Zalewskim. W programie przewidziane jest nadanie ośrodkowi jego imienia i odsłonięcie tablicy pamiątkowej twórcy "Eko Radia". Bez obaw. Leśnicy nie zapominają o naszej przyrodzie i ludziach dla Niej zasłużonych.

 Nie zapomnijcie pochylić się chwilkę nad niezapominajką i wspomnieniami o tych, których nie można zapomnieć. Są ludzie i czas, których się nie zapomina...

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl


Oceń wpis | Ilość głosów: 7 | Średnia ocena: 7.57
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Szeliniak sosnowiec lubi pochody
2012-05-12

Pomimo różnych informacji i wiadomości medialnych wszelkich „pogodynek” mamy cudowną wiosnę. Wiosna zawsze jest świeża i urocza jak panna młoda ( wyłączając tylko takie w wieku, no… przeszłorębnym…) Jest też radosna i pełna optymizmu, szczególnie gdy o niej opowiada mój imiennik „pogodynek- Krecik”. Najlepiej samemu korzystać z jej uroków i ruszać w las:

W lesie wszystko co żywe biega, pełza, skacze, fruwa, kwitnie, pachnie… Czasami także maszeruje i na takich piechurów mają teraz oko leśnicy:

Szeliniak sosnowiec to „barczysty”, krępy chrząszcz z rodziny ryjkowcowatych, matowo brązowy, z charakterystycznymi żółtymi plamami na pokrywach. Ma około centymetra długości, lata niechętnie, aktywny jest głównie nocą. Chrząszcze, gdy wiosenne słońce należycie przygrzewa, piechotą opuszczają swoje zimowiska, choć młode osobniki używają także sporadycznie skrzydeł. Imago, czyli postać doskonała szeliniaka pojawia się po przezimowaniu w wierzchnich warstwach gleby zwykle na przełomie kwietnia i maja. Niegdyś pojawianie się szeliniaków na uprawach kojarzyło się leśnikom z pochodami pierwszomajowymi. W latach gdy były one obowiązkowe i wszyscy maszerowali ze szturmówkami i transparentami przed trybuną honorową, leśnicy żartowali, że szeliniaki w ich imieniu wyruszają w tym czasie na pochód. Bo oni muszą w maju popilnować upraw w lesie. Czasami dochodzi do szeliniakowych zgromadzeń:

 Leśnicy muszą bardzo uważać na groźnego piechura, gdyż należy do najważniejszych wrogów świeżo założonych upraw. Żyje 2-3 lata i przez ten czas każda samica składa 60-100 jaj. Szeliniak żeruje na około 30 gatunkach drzew i krzewów i choć spotykamy go na młodych dębach, bukach i brzozach, to jednak zdecydowanie preferuje gatunki iglaste. Atakuje młode sosny, czasem świerki, bardzo lubi modrzewie, które są bardzo wrażliwe na jego żer. Uszkadza drzewa w różnym wieku, ale uważać na niego trzeba w najmłodszych fazach życia sadzonek.

Ogryzają na młodych strzałkach i bocznych pędach korę płatami aż do bielu. Mogą też żerować na szyjkach korzeniowych wygryzając placowate rany i czasami zupełnie przegryzając strzałki. Drzewka zaatakowane przez szeliniaka mają charakterystyczny wygląd, gdyż żywica wypływająca z ran bieleje i zastyga w postaci lejków. Igły żółkną i opadają , a niedawno zielone młode sosenki mają „ospowaty” wygląd. Szeliniak zazwyczaj niszczy kilka, a nawet kilkanaście drzewek w rzędzie, potem samice zagrzebują się w ziemi i składają jaja.

Jako materiał lęgowy wykorzystują korzenie ( 1-10 cm grubości) drzew iglastych, w których samica wierci ryjkiem otworki w korze, a złoża jaj przykrywa trocinkami. Po 2-3 tygodniach z jaj wylęgają się larwy, które drążą chodniki w korzeniach osiągające długość nawet metra. Potem następuje przepoczwarczenie w zacisznej kołysce wewnątrz korzenia, wysłanej wiórkami i młody osobnik wygryza się okrągłym otworem na zewnątrz. No i znowu rusza na pochód w poszukiwaniu sadzonek pachnących żywicą.

 Występuje w całym kraju i jest przykładem owada, który stał się groźnym szkodnikiem przez gospodarkę człowieka. Bo szeliniak pewnie czytał Arkadego Fiedlera i lubi jak mu pachnie żywica. Zapach świeżych pniaków czy balsamicznie pachnącego chrustu zwabia go i zachęca do pochodu. Dlatego tam, gdzie zakłada się nowe uprawy nie wykonuje się obok żadnych cięć, a zręby przed odnowieniem powinny przelegiwać przynajmniej rok. Upodobanie szeliniaka do zapachu żywicy wykorzystują leśnicy, aby kontrolować jego populację.

W moim leśnictwie od lat do prognozowania szeliniaka stosuję wałki sosnowe o średnicy około 15 cm, które wykładam w ilości minimum 6 szt. na hektar uprawy:

 Gdy zobaczycie takie wałki na uprawie to nie myślcie, że ktoś o nich zapomniał. Wałek jest świeżo pozyskany, okorowany z jednej strony i ułożony okorowaną stroną na ziemi. wałki rozmieszcza się na uprawie według ustalonego schematu, żeby je łatwiej odszukać do kontroli. Obok wbija się palik, aby łatwiej go było znaleźć, bo trzeba tam zaglądać co 2-3 dni:

Świeża żywica wabi szeliniaki, które gromadzą się pod pułapką:

 Zdarza się, że w kilka godzin po wyłożeniu wałków pod jednym jest kilkadziesiąt szeliniaków! Jest wiele sposobów walki z nadmiarem szeliniaków i każdy leśnik ma swoje sposoby. Czasami wystarczy zamaczać sadzonki przed posadzeniem w odpowiednim środku, czasami stosuje się też sztuczne pułapki. Są to plastikowe rury z otworami, w których tkwią ukośnie ucięte rurki, którymi do środka wchodzą szeliniaki zwabione chemicznym środkiem wabiącym „Hylodor”. On też pachnie żywicą. Oto ”zestaw antyszeliniakowy”, o którym należy pamiętać, gdy tylko odłoży się kostury po sadzeniu jednorocznych sadzonek sosen:

 Częsty przegląd upraw zapobiegnie szkodom od szeliniaka i jest też okazją do chwili wytchnienia dla leśniczego. Zapach wiosennego lasu, śpiew kosa czy skowronka borowego i widok udanej, zdrowej uprawy sprawia, że nawet napotkany szeliniak wydaje się leśnikowi sympatyczny. Naturalnie pod warunkiem, że jest jeden, a nie maszeruje przez uprawę cały szeliniakowy pochód.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl


Oceń wpis | Ilość głosów: 12 | Średnia ocena: 10
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Pełnia wiosny w lesie
2012-05-09

Choć jest pełnia wiosny nie słabnie zainteresowanie drewnem opałowym. Klienci szturmują leśniczówkę codziennie, a we wtorek, który jest dniem sprzedaży detalicznej moja kancelaria jest pełna chętnych na wałki. Szczególne zainteresowanie budzi „złote drewno” akacjowe:

 Choć było dobrze zabezpieczone:

 Wolałem je sprzedać jak najszybciej, tym bardziej, że chętnych było znacznie więcej niż stosów. Wyczyściłem się z zapasu wałków opałowych, także sosnowych na zupełne „zero” i na razie mam spokój z klientami detalicznymi, bo w pozyskaniu drewna nic się nie dzieje.

 Dziś przeglądałem uprawy, bo po ostatnich wysokich temperaturach i opadach roślinność zielna rośnie jak szalona, dlatego trzeba rozpocząć pielęgnacje nasadzeń. Obszedłem sporo tegorocznych upraw, które pięknie rosną. Przyjęły się lipy, graby, dęby. Sosny mają już ładne przyrosty. Wczoraj cały dzień przesiedziałem na naradzie w nadleśnictwie, to dziś z radością ruszyłem w teren. W lesie jeden śpiew i odurzająca mieszanina zapachów. Słychać fletowe gwizdy wilg, kukają kukułki, nawołują się dudki. Na skarpie leśnej drogi spotkałem piestrzenicę kasztanowatą:

 Jest trująca i często mylona ze smardzem. Kiedyś była uważana za grzyb jadalny, ale jest rzeczywiście silnie trująca i nie dajcie się zwieść opowieściom i wspomnieniom z dawnych lat. Piestrzenica nazywana jest też babim uchem lub murchlą. Gdy byłem dzieckiem dorabiałem sobie zbieraniem piestrzenic, bo skupowała je firma „Las”. Rosły w zaniżeniach terenu w piaszczystych borach, często zbierałem je w dawnych dołach na sadzonki przy sosnowych uprawach.

 Gdy przechodziłem od uprawy do uprawy poczułem na sobie badawczy wzrok:

 Pięć pasiastych warchlaków kręciło się w trawie:

 Buchtowały w suchej trawie, drapały się tu i tam, także za uszkiem:

 Potem ułożyły się na odpoczynek na słońcu. A gdzie dzicza mamusia? Obserwowałem je dość długo, ale locha nie pojawiała się.Były bez matki… Muszę je obserwować w następne dni, ale wygląda na to, że radzą sobie same, bo wszędzie były tylko ślady małych raciczek. Nie dostrzegłem nigdzie charakterystycznych tropów lochy. Może matka zginęła?

Z kolei na rzece zauważyłem maluchy z troskliwą mamusią:

To gągoły, kaczki- dziwaczki, które gnieżdżą się w dziuplach, czasem bardzo wysoko nad ziemią. Urocze, prawda?

Jutro ruszam na przegląd dalszej części upraw i będę podziwiał pełnię wiosny. Naturalnie zabiorę ze sobą aparat, bo nie każdy może na własne oczy podziwiać bogactwo wiosny w lesie. Zaglądajcie na mój blog, bo tyle dzieje się teraz w lesie ciekawych rzeczy.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl


Oceń wpis | Ilość głosów: 19 | Średnia ocena: 9.32
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Leśna matura- wspomnienia
2012-05-06

Dziś majowy, niedzielny poranek. Jest świeżo, zielono, ale leje deszcz. Deszcz wprowadza zawsze melancholijny nastrój, dobry na wspomnienia. Maj to czas matur, które właśnie trwają. Wracacie czasem myślami właśnie w maju do swoich matur? Lubię spoglądać na stare fotografie i wspominać dawne, beztroskie czasy, a było to kilogramy lat temu:

 

To wspólna z Witkiem i Bronkiem fotka w Puszczykowie, podczas szkolnej wycieczki. Spotykamy się i przyjaźnimy do dziś.  Dobrze pamiętam maj 1984 roku, choć parę lat już minęło… Było wszystko jak tradycja nakazuje: maj, kwitnące kasztanowce, lekkie zdenerwowanie… Nie było białych bluzek, czarnych spódnic i garniturów bo to była matura zdawana w Technikum Leśnym w Rogozińcu. W przestronnej, szkolnej stołówce internatu, który już jest od lat nieczynny: 

było zielono od leśnych mundurów. Moja klasa, podzielona w trakcie nauki na „a” i „b”, czyli na „asy” i „barany” liczyła ponad 40 osób. Wspaniałym wychowawcom był nasz "Kokon":

 Przed maturą raczej nikt nie myślał o korepetycjach, nie zakuwał po nocach, bo w internacie były inne zajęcia:

Były emocje, ale bez paniki. Dzień wcześniej wybrałem się na dłuuugi, leśny spacer z obecną żoną, aby… słuchać słowików. Powtarzała mi: „Kto ma zdać jak nie ty, przecież 5 lat się bardzo dobrze uczyłeś”. Mądra dziewczyna! Pisałem na języku polskim temat z mojego ulubionego romantyzmu. Zdałem na 5 i byłem zwolniony z egzaminu ustnego. Opracowaliśmy z dwoma kolegami własny system komunikacji i sprawdziłem im w trakcie egzaminu potencjalne błędy ortograficzne, bo mieli z tym kłopoty. Trzy błędy na maturze z „polaka” dyskwalifikowały abiturienta. Zdali… Nigdy nie kochałem matematyki i bałem się tego egzaminu. Tym razem koledzy „naszą komunikacją” upewnili mnie w cząstkowych wynikach i także udało się. Potem ustna biologia- poszła gładko, choć profesor biologii „robił schody” bo miał ze mną na pieńku, z nam obu wiadomych powodów…

Kiedy spotkaliśmy się 20 lat po maturze, na zjeździe rocznika w Rogozińcu i zasiedliśmy w pamiętnym gabinecie ochrony lasu:

 a potem ponownie, już równe ćwierć wieku po ukończeniu tej zacnej szkoły, pokusiłem się o małe badanie socjologiczne. Przez rocznik absolwentów 1984 przewinęło się 49 nazwisk. TL ukończyło 39 osób i ich sympatyczne gęby można oglądać na oprawionym w drewniane ramki „tablo” wiszącym na honorowym miejscu w mojej kancelarii leśniczego:

 Z 39 absolwentów na dzień dzisiejszy aż 20 pracuje w LP, jeden jest właścicielem dużego Zul-a, jeden z absolwentów został następcą naszego drogiego wychowawcy „Kokona”- nieżyjącego już, niestety, Tadeusza Wasylewicza i uczy ochrony lasu w TL Rogoziniec. 12 osób to przedsiębiorcy, z których 4 prowadzi działalność związaną z leśnictwem i rolnictwem, a 1 z branżą drzewną. Jeden z dawnych absolwentów jest dyrektorem szkoły podstawowej i często wysyła młodzież na edukację przyrodniczą, jest też oficer- nawigator, oficer żandarmerii, dwie osoby już nie żyją, a pracowały także w lasach. Każdy „mądrawy chłopaczek”, jak mawiał nasz dawny nauczyciel matematyki, Wojciech Zieliński, szybko policzy, że na 39 absolwentów sprzed 25 lat aż 29 związało swoją karierę zawodową z lasami.

 A z racji tego, że to już ponad ćwierć wieku to sporo ”naszych” oprócz brzuszka i łysiny, gromadki dzieci i zacnej małżonki, dorobiło się poważnych stanowisk. Bo z rocznika 1984 wywodzi się wicedyrektor regionalnej dyrekcji LP, a wcześniej nadleśniczy, inspektor LP, dwóch zastępców nadleśniczego, 10 leśniczych i 5 podleśniczych. Na emigracji za granicą są cztery osoby. Warto wspomnieć o kobietach, bo w naszym roczniku były 3 dziewczyny. Jedna mieszka od lat we Frankfurcie, tym dalszym, a dwie początkowo pracowały w LP, ale później zaczęły prowadzić własną działalność gospodarczą.

 Wszyscy absolwenci bardzo dobrze wspominają leśną szkołę w Rogozińcu. Kiedy spotkaliśmy się tam 20 lat po maturze, w gronie aż 37 osób, to zgodnie orzekliśmy, że to dzięki dobrej edukacji w TL „wyszliśmy na ludzi”. Większość z nas nie myślała wtedy o studiach, każdy chciał w las, do pracy, swobodnej dorosłości. Na studia zaraz po maturze z całej, naprawdę zdolnej klasy poszło chyba 6 osób. Wielu z nas uzupełniło potem swoje wykształcenie, ale wszystko to, co niezbędne do pracy leśnika wynieśliśmy z technikum.

Takie to były czasy, że matura dawała przepustkę w dorosłość i otwierała rynek pracy. Dzisiaj, gdy rzuci się „na mieście” kasztanem trzeba mieć wiele szczęścia, żeby nie trafić w magistra, najczęściej bezrobotnego. Gdyby dzisiejsi „spece” od edukacji zdawali maturę z nami w 1984 roku pewnie umieliby stworzyć „normalny” system, gdzie ludzie po to zdobywają wiedzę, żeby z niej z pożytkiem korzystać. Bo matura kiedyś świadczyła o zdobyciu wiedzy niezbędnej w dorosłym życiu, a nie była tylko papierkiem, załącznikiem do podania na studia. Każdy z nas traktował ją jako pierwszy, ważny krok w dorosłość, a nie liczył na przedłużanie młodości, wsparcie rodziców i inne „trele morele”. Potem dwa lata „woja” i normalne dorosłe życie w wieku 21 lat. Dlatego maturę nazywano „egzaminem dojrzałości”, czy ktoś to jeszcze pamięta?

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl


Oceń wpis | Ilość głosów: 16 | Średnia ocena: 9.31
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
Czy las jest niebezpieczny?
2012-05-03

Trwa Wielka Majówka. Pewnie żal czasu na ślęczenie przed komputerem bo kwitną bzy, łkają słowiki i dymią grille. No i jest zielono, ślicznie i kwietnie:

Przed pójściem do lasu, na dłuuugi spacer, do których zawsze namawiam jednak warto „odpalić” komputer. Bo warto wiedzieć, czy w lesie jest bezpiecznie. Nasze lasy należą do jednych z najbezpieczniejszych na świecie. Naprawdę! Nie spotkamy w nich wielkich i groźnych dla ludzi drapieżników, kłębowisk jadowitych węży, śmiercionośnych pająków. No tak, a dzikie i groźne zwierzęta? Jasne, wszyscy wiemy, że ”dzik jest dziki, dzik jest zły…”.

Wchodząc do lasu dobrze jednak wiedzieć jakie zwierzęta możemy spotkać na trasie spaceru. Po lekturze bajek boimy się wilka, ale chyba bardziej niebezpieczny jest żubr i niedźwiedź. Choć sarna broniąca swojego koźlęcia potrafi atakować człowieka ostrymi raciczkami, a spłoszone jelenie mogą stratować turystów. Najczęściej jednak zdrowe, leśne zwierzęta same unikają spotkania z ludźmi, a w lesie musimy unikać tylko tych, które nas się nie boją. Pod żadnym pozorem nie należy dotykać sarny, lisa, zająca ale także wiewiórki, nawet takiej uroczej:

 czy też sympatycznego jeża, które także bywają zakażone wścieklizną. Spotkania z dziwnie zachowującymi się zwierzętami trzeba zgłosić Służbie Leśnej. Niebezpieczne są zdziczałe psy, które możemy spotkać w lesie, bo zwykle nie boją się ludzi i są agresywne. Są też inne duże zagrożenia: wnyki i sidła kłusowników, niewypały i niewybuchy, czy wiszące, złamane konary, szczególnie po silnych wiatrach. Niebezpieczne są też miejsca, gdzie prowadzone są prace leśne, trwają polowania, wykonywane są zabiegi chemiczne, obszary po klęskach żywiołowych i pożarach. Jednak największym zagrożeniem w lesie jest zły człowiek… Każdy musi sam umieć go rozpoznać.

 Chyba najmniejsze, ale bardzo dokuczliwe zagrożenia w lesie to meszki, kleszcze i komary. Niewątpliwie najbardziej „wredne” są meszki:

 Pojawiają się zwykle właśnie na majówkę. Wczoraj, gdy rano wydawałem drewno wpiła się we mnie, to ta na fotce powyżej. Poświęciłem się dla Was i zanim "jako tako" ją sfotografowałem opiła się już nieźle. To malutkie ale wielce wredne owady, występujące jednak w wielkich „chmurach”, są szczególnie aktywne o określonych porach roku, zwłaszcza przed deszczem i burzą. Samice meszek do rozwoju jaj potrzebują krwi i bez żadnych zahamowań atakują ludzi. Łatwo wyczuwają małe ranki i otarcia. Należy na nie bardzo uważać, bo ukąszenia meszek mogą być nawet groźne dla życia. Owad wpuszcza do ciała „ofiary” ślinę, która powoduje w organizmie reakcję podobną do alergicznej. Wygląda to potem tak:

 Liczne ukąszenia powodują złe samopoczucie, bóle głowy i dolegliwości sercowe. Szczególnie zagrożone są małe dzieci. Naukowcy obliczyli, że około 20 tysięcy ukąszeń jest w stanie zabić krowę! Dodatkowo meszki, podobnie jak natrętne, bzyczące komary:

 

mogą przenosić groźne choroby i rozmaite pasożyty.  Ten komar przysiadł na masce mojego auta i oczywiście chciał siadać obok meszki, bo skoro trafił na naiwniaka co je poi własną krwią:

Nieźle się napompował, a dzień dokarmiania zwierzyny jest w lutym! Ale zrobiłem to na potrzeby edukacji, jednak i meszka, i komar skorzystały.  Trzeba na nie jednak uważać, podobnie jak na kleszcze. Choć kleszcze tak jak w lesie, równie groźne są dla nas na łące, w ogrodzie, parku lub nad wodą. Dlatego nie rezygnujcie z wypraw do lasu przestraszeni medialnym trąbieniem o niebezpiecznych kleszczach.

Czyhają na ofiarę wszędzie tam, gdzie są trawy, paprocie, lubią też liście leszczyn. Suche bory sosnowe są zatem bardziej bezpieczne jak miejski park czy krzewy wokół bloku. Nawet co trzeci kleszcz może przenosić krętki boreliozy. Uchronimy się przed wszelkimi gryzącymi i bzyczącymi owadami, oraz wszelkimi kleszczowymi kłopotami stosując odpowiednie ubranie, czapkę i zabezpieczając się profilaktycznym środkiem zakupionym w aptece. Zwykle jest skuteczny na kleszcze i bzyczące paskudy- komary i meszki. Po powrocie z lasu niezbędna jest jednak kontrola ciała.

 Musimy także uważać na mrówki, osy, których gniazda często są w trawie i na szerszenie. Ich ukąszenia są szczególnie groźne dla uczulonych osób. W polskich lasach nie ma, na szczęście, stworzeń, które mogą zabić jednym ugryzieniem, choć coraz częściej słychać o różnych, egzotycznych „uciekinierach” z hodowli nieroztropnych ludzi. Jedynym jadowitym stworzeniem, którego należy się wystrzegać w naszych lasach jest żmija zygzakowata.

 Warto uzupełnić swoją wiedzę o leśnych zagrożeniach i przygotować się na ich spotkanie. Warto zajrzeć choćby na stronę www.lasy.gov.pl , są tam linki do stron regionalnych dyrekcji, a tam z kolei do stron nadleśnictw. Znajdziecie tam bieżące i aktualne informacje o zagrożeniach i rady jak ich unikać. Bezpiecznie jest też, szczególnie zupełnie „zielonym” leśnym turystom wybierać trasy przygotowane przez leśników i opatrzone tablicami informacyjnymi. Czas spędzony w lesie oprócz doskonałego relaksu pozwala odzyskać zachwianą pędem życia równowagę i uczy szacunku do Natury.

Gdy sporo wiemy o lesie, czujemy się tam bezpiecznie. Skąd czerpać wiedzę? Trzeba dużo czytać, a tyle jest świetnych książek o lesie, można też spytać „swojego” leśniczego no i warto zaglądać do mojego blogu. Nawet w trakcie najdłuższej majówki współczesnej Europy…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl


Oceń wpis | Ilość głosów: 20 | Średnia ocena: 9.25
Komentarze (0) | Dodaj komentarz
© 2006-2012 Centrum Informacyjne Lasów Państwowych
przy współpracy    NFOŚiGW 
CMS by WEB interface